Następnie zahaczyliśmy o Buchlovice. W samym centrum Buchlowic znajduje się barokowy zamek zbudowany na końcu XVII wieku w stylu włoskiej willi. Zamek jest otoczony francuskim ogrodem przechodzącym w angielski park. W parku zostało umieszczone centrum pielęgnacji fuksji, które należy do największych w swym rodzaju w Europie. Po ogrodach przechadzają się pawie i inne ptactwo. Podczas przechadzki można się ochłodzić w czekoladziarni (klimatyzacja!), gdzie podają pyszną czekoladę na gorąco, lody i można kupić przeróżne figurki z czekolady. Pod wieczór dojechaliśmy do miasteczka Nowe Mlyny na camp Palava, gdzie mieliśmy noclegi. Kiedy się rozlokowaliśmy-warunki istnie młodzieżowe (ale nie słyszałam, żeby ktoś narzekał!) pojechaliśmy do jednej z winnych piwniczek na degustację wina. Drugi dzień rozpoczął się od śniadania-tym razem mieliśmy podane do stołu i dziewczyny miały wolne! Pojechaliśmy do Valtic. W tym momencie rozpoczęła się przygoda z rodem Lichtensteinów, którzy posiadali na własność prawie całe Morawy przez prawie 600 lat i mnóstwo pieniędzy i wznosili rozmaite budowle w zależności od kaprysu. Kto bogatemu zabroni? Jednym z najbardziej znanych w Valticach zabytków kulturalno-historycznych jest niewątpliwie barokowy pałac. Przylega do niego park krajobrazowy w angielskim stylu. Kolumnada, znana jest także pod nazwą „Reistna” – od nazwy wzgórza, na której została zbudowana. Była wzorowana na kolumnadzie pałacu Schönbrunn w Wiedniu. Stanowi ona świetny punkt widokowy. Rozciąga się z niej  panorama okolicy – od miasta Mikulov, przez wzgórza Pálavy, pasmo lasów w pobliżu Lednic aż do równin Morawskiego Pola w Austrii. Zbudował ją książę Jan I. w hołdzie swojemu ojcu Franciszkowi oraz swoim braciom Józefowi i Filipowi. Kolumnada miała stanowić symbol czci dla cnót przodków, o czym świadczy napis na attyce “Syn ojcu, brat braciom”. Po zejściu ze wzgórza weszliśmy w podziemny labirynt winnych piwniczek, gdzie mogliśmy oglądać dawne urządzenia do produkcji wina, a także ochłodzić się w piwnicznych temperaturach, gdzie upał nie miał wstępu. Następnym przystankiem na trasie był klasycystyczny Graniczny Zamek nad stawem z fontanną Diany na dziedzińcu, gdzie młode pary biorą ślub-akurat podczas naszej wizyty tam- ślub się odbył. No i dotarliśmy do Lednic-  miejscowości  zwanej Perłą Moraw Południowych. W Lednicy główną atrakcją jest pałac letni z 1856 roku w stylu neogotyckim, z zachowanymi pełnymi przepychu wnętrzami, przepięknie położony w zadbanym parku w stylu angielskim. Drzewa i krzewy, znajdujące się na terenie całej posiadłości, zostały specjalnie przywiezione z Ameryki Północnej, dokąd książęta wyruszyli na czteromiesięczną wyprawę wyłącznie w celu sprowadzenia egzotycznych gatunków. Część flory dobrze się zaaklimatyzowała w czeskich warunkach, natomiast dla tych najbardziej wymagających, przywożonych także z innych miejsc świata, powstała w 1844 roku palmiarnia. W wielkiej (92 metry długości, 13 – szerokości i 10 – wysokości), wspartej na żelaznych kolumnach hali krytej szklanymi płytkami, zgromadzono kilkadziesiąt drzew, z których najstarsze ma ponoć 450 lat. Sama szklarnia stanowi architektoniczne cacko (wraz z żeliwnymi, rzeźbionymi donicami czy takimiż ławkami), a jej jedynym minusem jest fakt, że niektóre palmy urosły już zbyt wysoko i muszą nienaturalnie zginać swe korony, ponieważ nie mieszczą się pod dachem. Przechadzając się alejkami parku można oglądać ciekawe rośliny. Park ten jest uznawany za jeden z piękniejszych w Europie. Błękitne stawy łączy sieć kanałów, ścieżki wiodą między wiekowymi drzewami. Tak wędrując doszliśmy do…minaretu. Jest to najwyższa tego typu budowla w krajach niemuzułmańskich, nigdy nie pełniła funkcji religijnej. Zawdzięczamy ją irytacji jednego z właścicieli tych gruntów, który w połowie XIX wieku, nie dostawszy pozwolenia na postawienie kościoła katolickiego, na złość oponentom wybudował  pomiędzy stawami 60-metrową wieżę – symbol islamu. Konstrukcja wzorowana jest na klasycznych minaretach stylu ottomańskiego, jednak ustępuje im nieco pod względem ornamentyki i barwności. Budowla stoi na specjalnych palach, chroniących ją przed osunięciem się w bagienne podłoże. Po pokonaniu 302 dość krętych schodków można z galeryjki ogarnąć wzrokiem całą okolicę – niezmierzone przestrzenie pełne wzgórz, wody, grobli, dzikiego ptactwa, lasów, pól, traw i... rozsianych gdzieniegdzie pomiędzy bujną przyrodą klasycystycznych budowli (m.in. urwanego w połowie akweduktu, zaprojektowanego w oparciu o wzory rzymskie). Można dojść do wniosku, że Lichtensteinowie mieli urozmaicone kaprysy i pomysły. Po nasyceniu oczu przyszła pora, aby nasycić żołądki. Wróciliśmy więc na nasze obozowisko, chłopcy rozpalili ognisko, upiekli kiełbaski. Dużym powodzeniem cieszył się chleb ze swojskim smalcem. Były rozmowy, dyskusje, ale przede wszystkim był śpiew i to taki pod niebo! Mamy nowy „hymn”, który śpiewaliśmy na cztery głosy „Będę śpiewał”. Zapowiadała się burza, ale chyba nasz śpiew ją przegonił. Rankiem po śniadaniu spakowaliśmy się i po śniadaniu znów wyruszyliśmy na wędrówkę. Na ten dzień Marek wybrał dość forsowne trasy, ale daliśmy radę ( no, może nie wszyscy!) Najpierw wspinaliśmy się na Wzgórze Palawy, do ruin Dziewiczego Zamku. Trochę przypominał ruiny w naszych Chęcinach. Wycisnęliśmy siódme poty (upał), ale warto było. Widok był piękny! Potem pojechaliśmy do Mikulova. Siedmiotysięczny Mikulov położony na południu Moraw z pewnością zaliczyć można do najpiękniejszych czeskich miasteczek, a przy słonecznej pogodzie, która w tych okolicach jest normą, nie ma on sobie równych. Miasto usytuowane jest niesamowicie malowniczo – na skraju równiny i wzgórz Palavy, przy czym nad samym Mikulovem górują trzy wzgórza, na których szczytach są tutejszy pałac, kościół oraz obronny gród. Całość czyni wrażenie niemal magiczne, przywodzi na myśl najciekawsze opowieści podróżnicze i kieruje nas geograficznie w zupełnie inne rejony świata, choćby do Toskanii, zwłaszcza że na okolicznych wzgórzach najpowszechniej uprawianą rośliną jest winorośl. Wędrowaliśmy wąskimi uliczkami, wśród kolorowych kamienic, gdzie dawniej było żydowskie getto i doszliśmy do synagogi Jest to budynek z XVI w. w stylu podobnym do budowanych na ziemiach polskich, będący obecnie częścią muzeum miejskiego. Zobaczyć w nim można pamiątki po zamieszkującej Mikulov ludności żydowskiej a także zdjęcia z okresu przed II wojną światową, portretujące tą społeczność. Raz w roku odbywa się tu nabożeństwo, częściej koncerty. Idąc dalej znaleźliśmy się na Wzgórzu Zamkowym, gdzie dominuje strzegący od wieków drogi z Austrii na Morawy zamek, pierwotnie romański, ale w obecnym kształcie wzniesiony w 1719 roku . Pałac został pięknie odnowiony po wojennych zniszczeniach (spłonął w czasie II wojny światowej) i dziś można go podziwiać z zewnątrz, jak i warto wejść do środka, by zwiedzić jego wnętrza oraz zobaczyć ekspozycje zamkowe – eksponaty muzeum winiarstwa (unikat w tej części Europy). Tuż obok rynku stoi barokowy kościół, który od wieków pełni funkcję... grobowca rodu Dietrichsteinów-kolejnego bogatego rodu. Ich miejsce tutaj jest ze wszech miar uzasadnione – zapisali się oni na wieki w historii miasteczka, władając nim przez 400 lat, aż do 1945 r. Kiedy większość z naszej wycieczki zasiadała w licznych kafejkach wokół rynku, 14-osobowa grupa wytrwałych piechurów zdobyła Święty Pagórek. Jest  to magiczne miejsce. Sprawia to zapewne wyjątkowość tutejszej natury – samo miejsce jest chronionym rezerwatem przyrody, w którym występują rzadkie gatunki roślin i zwierząt – z architekturą sakralną i z widokami daleko w głąb regionu. Do kaplicy św. Sebastiana prowadzi 14 kapliczek najstarszej drogi krzyżowej w Czechach- co roku w pierwszą niedzielę września odbywa się tu pielgrzymka. . I chyba każdy, kto kiedyś wspiął się aż tutaj, potwierdzi, że z tego miejsca zyskuje się pewną wyjątkową wewnętrzną perspektywę i spokój. Widoki są przepiękne! Niestety, to był ostatni punkt naszego programu. Czas było wracać na ziemię i do domu. Do Cieszyna wróciliśmy wszyscy cali i zdrowi i pożegnaliśmy się na całe długie wakacje. Następna wycieczka, miejmy nadzieję-za rok, ale nasze spotkanie trochę wcześniej. Zapraszam 05 września 2015. Udanych wakacji, przyjemnego odpoczynku i do zobaczenia!

GALERIA ZDJĘĆ TU

Lidia Procner