Wycieczka Młodzieży Dojrzałej na Morawy

Prawie połowa roku już za nami. Młodzież Dojrzała przeżywała, tak jak wszyscy, radosne i smutne chwile. Najpierw był karnawał i nasz wspaniały bal. Potem ze smutkiem pochowaliśmy naszego Bronka, którego pokonała choroba i zmarł na początku maja. Jak co roku robiliśmy porządki na Pl. Kościelnym przed pamiątką założenia, a podczas pikniku na Pl. Kościelnym grillowaliśmy kiełbaski, zaś po południu smażyliśmy tradycyjną jajecznicę z 480 jaj. Wszystkim smakowała,  a najbardziej byli zachwyceni goście ze Słowacji. No i w końcu nadszedł czerwiec i długo oczekiwana wycieczka. Pojechaliśmy po raz drugi na Morawy, ale w inne miejsca. Wyjechaliśmy w piątek, 9 czerwca z Pl. Kościelnego z naszym przewodnikiem i miłośnikiem Moraw, Markiem. Pierwszym przystankiem na trasie było miasteczko Trebicz. Tam zwiedziliśmy Bazylikę św. Prokopa- przewodniczka w języku czeskim opowiadała jej historię. Trochę rozumieliśmy, a resztę dowiedzieliśmy się z polskiego tłumaczenia. Chodziliśmy uliczkami  dawnej dzielnicy żydowskiej i po cmentarzu żydowskim. Bazylika oraz dzielnica żydowska znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Następnie udaliśmy się do uroczego miasteczkaTelcz. Spacerowaliśmy po przepięknie zachowanym renesansowym rynku otoczonym obronnymi stawami rybnymi. W 1992 r. zabytkowe centrum miasta zostało zapisane na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zobaczyliśmy dziedziniec Zamku w Telczu, gdzie są kręcone filmy historyczne (m.in.fragment filmu o Lutrze), bajki dla dzieci, odbywają się liczne koncerty-jest tam świetna akustyka. Po wizycie w licznych kawiarenkach czy restauracjach przyszła pora na przejazd do Vyrovic, do pensjonatu „U Vyra”, gdzie mieliśmy noclegi. Po rozlokowaniu się w pokojach i apartamentach pojechaliśmy na degustację wina do piwniczki „Vinařství Lintner”, gdzie przy dobrej kolacji słuchaliśmy opowieści o produkcji wina. Tak minął pierwszy dzień.

Nocą lało, poranek powitał nas drobnym deszczem i chmurami, ale po śniadaniu wypogodziło się i pojechaliśmy do Vranova nad rzeką Dyją. Jest to małe miasteczko w pobliżu granicy z Austrią. Zwiedzaliśmy piękny zamek wybudowany w XII wieku, na 76-metrowej skale, jako ważny, obronny gród graniczny. W swojej historii właścicielami zamku był m.in. polski hrabia Stanisław Adam Mniszek. Kilkakrotnym gościem na zamkowych komnatach był polski laureat literackiej Nagrody Nobla Henryk Sienkiewicz. Z zamku pojechaliśmy nad Vranovską Zaporę-jest tu najcieplejsza i najczystsza woda, tu też jest piękna plaża, pensjonaty-cały kompleks do letniego wypoczynku. Aby się dostać na plażę płynęliśmy całe pięć minut statkiem! Nad rzeką Dyją rozciąga się „biały most’ uważany za perełkę architektoniczną. Park Narodowy Rzeki Dyji to najmniejszy czeski Park Narodowy. Chroni unikatowe w skali Europy miejsce, gdzie rzeka wcina się zalesionym kanionem w wapienne, bardzo stare skały pogórza Moraw. To jednocześnie granica czesko-austriacka, Okolica parku to zazwyczaj mocno nasłonecznione pagórki , więc to idealne tereny winiarskie, okoliczne wioski słyną z białych win i piwniczek winiarskich. Z nad zapory pojechaliśmy do Bitova, gdzie znajduje się zamek, który wzniesiony został w XI wieku, co czyni go jednym z najstarszych tego typu obiektów na terenie Republiki Czeskiej. Po drodze widzieliśmy ruiny zamku Cornštejn.

Po powrocie do pensjonatu był czas wolny, który każdy wykorzystał na swój sposób. Niektórzy pływali , inni spacerowali po zaporze i pobliskich skałkach. Po 18 wszyscy spotkaliśmy się w miejscu przeznaczonym na ognisko i tam panowie wykazali się umiejętnością rozpalenia i podtrzymywania ognia oraz piekli dla wszystkich kiełbaski. Największe powodzenie miał chleb ze smalcem i ogórkami małosolnymi. Ruta zaczęła grać na gitarze, więc pośpiewaliśmy znane i lubiane piosenki i przyśpiewki. Było wesoło i radośnie. Jak to w naszym towarzystwie zwykle bywa.

W niedzielę rano trzeba było się spakować i po śniadaniu opuściliśmy gościnny pensjonat. Pojechaliśmy do Znojma, gdzie Marek oprowadził nas po ciekawszych zabytkach. Zaczęliśmy od Browaru Miejskiego, przy którym (niedaleko) znajduje się Rotunda św. Katarzyny. Podobnie jest u nas w Cieszynie, tylko że nasza jest św. Mikołaja. Wąskimi uliczkami przeszliśmy do kościoła św. Mikołaja i kaplicy św.Wacława. W tym pierwszym jest ciekawa ambona w kształcie globusa z zaznaczonymi na nim poszczególnymi kontynentami.  Kaplica św. Wacława to kuriozalny budynek wzniesiony na początku XVI wieku. Stoi on na dachu swego gotyckiego poprzednika i tym sposobem tworzy świątynię dwupiętrową. Nic się w niej nie dzieje, można tylko zwiedzać . Z wieży kaplicy rozciąga się piękny widok na Dyję i winnice. Do kaplicy schodzi się po schodach w dół. Tam pośpiewaliśmy, a ks.Sikora wygłosił krótkie kazanie na niedzielę. Tak pokrzepieni ruszyliśmy dalej zwiedzać Znojmo. Wszędzie mnóstwo winorośli i lawendy. Następnie podjechaliśmy w pobliże Klasztoru Louka, w którym od 1993  produkowane jest wino Znovin Znojmo, a w przepastnych jego podziemiach znajdują się jedne z największych w Europie piwnic do leżakowania wina. Przechowuje się tu około1 mln. butelek  znojemskiego wina. Niewątpliwą atrakcją jest  tu Muzeum Wina. Jednak większa część klasztornego kompleksu pozostaje nadal nie wykorzystana i oczekuje na odpowiedniego mecenasa i inwestora.

Ostatnim przystankiem na trasie wiodącej do domu był Malovaný sklep w Šatovie. Jest to pięknie malowana piwnica, ozdobiona malowidłami artysty ludowego Maximilliana Appeltauera. Są to sceny z bajek, z życia artysty, jego autoportret i wiele innych. Tak nasyceni obrazami, wiadomościami, swoim towarzystwem i wrażeniami wróciliśmy do Cieszyna, do swoich domów, do zwykłej codzienności. Pozostały piękne wspomnienia i… nadzieja na następną wycieczkę. Przed nami wakacyjny czas, Życzę udanego wypoczynku, wielu pozytywnych wrażeń oraz stęsknienia się za naszym wspólnym towarzystwem, naszym czasem. Spotkamy się, mam nadzieję, we wrześniu i to aż dwa razy. Zapraszam 2 września na godz. 18. Zapowiedziane są placki na blasze! tongue-out

Lidia Procner